WRZEŚNIOWE WOJAŻE KOPERNIKA

POLENAUSTAUSCH 2011 CZYLI „KOPER” W ANNWEILER. Spotkania z ludźmi czynią życie wartym przeżycia, a nauka w praktyce (zwłaszcza języków obcych) daje o 150% lepsze rezultaty. Wie o tym doskonale nasze liceum, które za sprawą Aleksandry Żelińskiej i Urszuli Brody-Gawełek zorganizowało dwudziestą pierwszą już wymianę uczniów w historii szkoły do Trifelsgymnasium w niemieckim mieście Annweiler.

 

Od 9 do 16 września nasza młodzież razem ze swoimi niemieckimi partnerami brała udział w lekcjach, wspólnie spędzała czas… oczywiście w towarzystwie języka angielskiego. Lecz nie taki diabeł straszny jak go malują – po raz kolejny Kopernik udowodnił, że współczesna młodzież potrafi wznieść się ponad podziały i stereotypy, dlatego inna narodowość, czy stopień znajomości języka obcego nie grał roli – nawiązało się wiele nowych znajomości i przyjaźni. Oczywiście wymiana uczniowska to nie tylko rozmowy i lekcje. Nauczyciele zadbali o to, by cieszyńska młodzież nawet nie pomyślała o nudzie - zwiedzanie Rotenburga, wspólny wyjazd na basen, wycieczka na zamek Trifels, podróż do jednego z najstarszych miast w Niemczech – Trewiru, spacery po malowniczych górach i (element który najbardziej przypadł do gustu uczestniczkom wymiany) długi i owocny SHOPPING – wszystko to skutecznie zajmowało czas. A co na to młodzież? - Tegoroczna wymiana była pierwszą, w której uczestniczyłem. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony, ale już pierwszego dnia, podczas podróży autokarem zrozumiałem, że czeka mnie fantastyczny tydzień. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłem mnóstwo niesamowitych miejsc. Przywiozłem ze sobą same pozytywne wspomnienia i mam nadzieję, że załapię się na nią również w przyszłym roku – mówi 17- letni Radosław Madecki, uczestnik wymiany. Lecz każdy medal ma dwie strony i należy zadać sobie pytanie, co działo się poza „oficjalną” częścią wymiany. A działo się dosłownie WSZYSTKO. Począwszy od poznania niemieckich zwyczajów i tradycji, mentalności rodzin u których młodzież nocowała, poprzez próbowanie regionalnych smakołyków, wieczorne imprezy, długie rozmowy, ogniska z gitarą, wizyty w wesołym miasteczku… aż do wzajemnej nauki najbardziej soczystych (czyt. nieprzyzwoitych ) słów i wyrażeń w języku polskim i niemieckim. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy, a 7 dni minęło jak jeden dzień. Koper może jednak pochwalić się nowymi doświadczeniami, zdobytą wiedzą… i zawiązanymi na długo przyjaźniami, których dowodem były gorzkie, pożegnalne łzy.